Justyna Żukowska-Gołębiowska: zaginięcia zdarzają się w każdych domach
25 maja obchodzimy Międzynarodowy Dzień Dziecka Zaginionego. W Polsce każdego roku znika około 2 tys. dzieci. Większość z nich odnajduje się w ciągu pierwszych siedmiu dni. Są jednak takie, które nigdy nie wrócą do domu. O tym, dlaczego dzieci znikają i czy można temu zapobiec - rozmawiamy z Justyną Żukowską-Gołębiowską, psycholożką, psychotraumatolożką, interwentką kryzysową.
Justyna Żukowska-Gołębiowska, psycholog, psychotraumatolog;
Foto: Arch. prywatne.
- Czynnikami ryzyka są trudne relacje: koleżeńskie, rodzinne, przemoc rówieśnicza - czyli środowisko, w którym młody człowiek przebywa, jest na tyle traumatyzujące, że jego zdaniem nie ma innego wyjścia, jak tylko odejść - mówi Justyna Żukowska-Gołębiowska.
Posłuchaj audycji Trójki:
Dziecko rzadko planuje
Zdaniem psycholożki decyzje o zniknięciu często są podyktowane emocjami. Młodzi ludzie zazwyczaj nie myślą o konsekwencjach, bo nie planują tego z wyprzedzeniem. Bywa, że w jednej chwili dokonują wyboru. Czasem potrzebują zniknąć na moment, czasem jest to powiązane z chęcią odebrania sobie życia, czasem przeciwnie - przeżycia przygody. Każdy z tych powodów jednak naraża zdrowie i życie młodej osoby na niebezpieczeństwo.
- Nigdy nie wiemy jaka jest motywacja dziecka i jakie są jego intencje - dlatego nie możemy lekceważyć zaginięcia - podkreśla ekspertka.
Co zrobić w przypadku zaginięcia dziecka?
Przede wszystkim warto zawczasu zadbać o dobre relacje z dzieckiem, czyli wiedzieć, kto jest jego najlepszym przyjacielem, z kim się spotyka, dokąd wychodzi i mieć numer telefonu do jego znajomych. - Tu nie chodzi o nadkontrolę, tylko o zwyczajną troskę - wyjaśnia Justyna Żukowska-Gołębiowska i dodaje, że jeśli coś się zdarzy, mamy do kogo zadzwonić i zapytać. - Wbrew pozorom nastolatki często coś wiedzą - mówi i przypomina, że dobrym źródłem informacji są też social media. Dlatego istotne jest, aby znać nazwy profili dziecka.
- Gdy obdzwonimy znajomych i nie mamy żadnych dodatkowych informacji, kontaktujemy się z wychowawcą. Ustalamy tyle, ile możemy. I w przypadku braku dalszego kontaktu, niezwłocznie zawiadamiamy służby - tłumaczy ekspertka.
- Nie chodzi o to, żeby wszczynać alarm dlatego, że dziecko do nas nie oddzwania przez godzinę. Jeśli jednak nie jesteśmy w stanie ustalić, gdzie ono jest i jest to zachowanie dla niego nietypowe, to naszym zadaniem jest poinformować policję - precyzuje.
- Ważne jest także, abyśmy zabezpieczyli komputer, nośniki pamięci, najnowsze relacje w social mediach, bo one znikają po 24 godzinach, ostatnie zdjęcia - to często istotne źródło informacji - wymienia psycholożka.
Zaginięcie to nie ucieczka
W komunikacji na temat zaginięć nastolatków często używa się tych słów zamiennie, ale ich warstwa semantyczna nie jest tożsama. - Ucieka się od kogoś/ czegoś lub do kogoś/czegoś. Przywykliśmy mówić, że dziecko "ucieka z domu" czyli w domyśle ucieka od rodziców, od jakiejś dysfunkcji w tym domu panującej - tłumaczy Justyna Żukowska- Gołębiowska i podkreśla, że nie zawsze tak jest. - Relacja z rodzicami to jeden z głównych czynników chroniących młodych ludzi przed zaginięciami. W przypadku trudnej sytuacji w środowisku rówieśniczym, dobre stosunki z najbliższymi zwiększają prawdopodobieństwo, że dziecko powie, z czym sobie nie radzi - dodaje i przypomina, że nie można też zapominać o specyfice procesu dorastania. - Na skutek dojrzewania reakcje dziecka mogą być bardziej afektywne. I niestety w takim przypadku nawet najlepsza relacja z rodzicem może nie uchronić go przed głupimi decyzjami - zaznacza psycholożka.
To może zdarzyć się w każdym domu
Dzieci często nie chcą zawieść swoich bliskich, stracić w ich oczach albo przysporzyć im dodatkowych kłopotów, dlatego nie mówią o swoich rozterkach. - Zdarza się, że rodzina jest w kryzysie. Np. mama lub tata stracił pracę, albo rodzeństwo jest chore. I dzieciaki ukrywają swoje problemy a one narastają, narastają i niestety często przerastają to dziecko - wyjaśnia Justyna Żukowska-Gołębiowska.
Naturalne jest też to, że na pewnym etapie rozwoju dziecko odchodzi od rodzica, uczy się być autonomiczną jednostką. - Powinniśmy na to pozwolić. Nie mylić troski z nadmierną kontrolą. Budować relację w oparciu o wzajemne zaufanie, aby dziecko miało przekonanie, że jesteśmy po jego stronie - mówi psycholożka i dodaje, że dzieci często nas testują. Sprawdzają, jaka będzie nasza reakcja, gdy zwrócą się do nas z problemem. Czy je obwinimy, czy będziemy się starać mówić z poziomu troski i bezpiecznie stawiać granice. - W sposób, który ich nie poniża i nie sprawia, że czują się odrzuceni - tłumaczy.
Do wychowania dziecka potrzebna jest wioska
Przywykło się myśleć, że cokolwiek się dzieje z młodym człowiekiem, winni są rodzice. To duże uproszczenie. - Rozumiem z czego się to bierze. W Polsce dzieci nadal są krzywdzone. I część tych, które znika, znika ze złych domów. Nie potrafią sobie poradzić inaczej, ponieważ w życiu w ich nie zdarzył się ani jeden dorosły, który by im pomógł - przyznaje Justyna Żukowska-Gołębiowska. - I nie mam na myśli wyłącznie domu. Gdy dziecko znika, znika także ze szkoły, ze środowiska, z relacji z dalszymi krewnymi - wymienia ekspertka.
- Zniknięcie dziecka powoduje, że rodzice są w potwornym kryzysie. A my dodatkowo obarczamy ich winą. To prawda, może czegoś nie wiedzieli, może czegoś nie dosłyszeli, może ich głowa była zajęta kompletnie innymi problemami i zabrakło przestrzeni na zobaczenie tego dziecka, ale czy każdy z nas, kto jest rodzicem może uczciwie powiedzieć, że jest zawsze w pełni zaangażowany w rodzicielstwo? - pyta retorycznie psycholożka.
- To jest szalenie ważne, aby rodzic nie był sam, tylko miał wokół siebie ludzi, którzy "zerkną" na dziecko, gdy jego oczy z jakiegoś powodu są zwrócone w inną stronę. To się nazywa system wsparcia i jest jednym z najskuteczniejszych czynników ochronnych, jakie znamy - dodaje.
Najgorsza tortura
Część z tych dzieci nigdy nie wróci do domu. Staną się trwale zaginione. Ich bliscy będą zawieszeni pomiędzy nadzieją, że dziecko cudownie się odnajdzie a brakiem możliwości przeżycia żałoby po stracie. - W nauce mamy takie zjawisko, jak trauma nierozstrzygnięta. Aby mogła się dopełnić, potrzebujemy rytuałów przejścia - czyli musimy mieć jasność, że to co tracimy, tracimy bezpowrotnie. Wtedy dopiero przychodzi faza żałoby - wyjaśnia Justyna Żukowska-Gołębiowska i dodaje, że w sytuacji długotrwałego zaginięcia dziecka, w rodzicach ciągle tli się nadzieja. - Oni wiedzą, że muszą wybrać: żyje albo nie żyje. Bo pozostawanie w tym pomiędzy, jest największą torturą dla mózgu i to wynika z biologii. Mózg nie znosi próżni. Dlatego nam dopowiada, snuje scenariusze. Najlepiej funkcjonuje, kiedy wie, na co ma się przygotować. Decyzja o opowiedzeniu się po którejś ze stron, to strategia na poradzenie sobie z tą niewyobrażalną tragedią - tłumaczy ekspertka. Nie jest jednak łatwo wybrać, gdy brakuje fizycznych dowodów.
Kłopot z tożsamością i hejt
Na początku rodzice dziecka zaginionego nie czują się wykluczeni ze społeczeństwa, są tak skupieni na działaniu, że tego nie dostrzegają. To pojawia się z czasem. - Orientują się, gdy idą do sklepu osiedlowego i poza dzień dobry nikt już się do nich nie odzywa, nikt z nimi nie żartuje. Bo ludzie nie wiedzą, czy mogą w ogóle żartować - mówi Justyna Żukowska-Gołębiowska. Wraz ze zniknięciem dzieckiem, znikają jego koledzy, problemy szkolne, świat, który tworzył. W jednej chwili tracą do tego dostęp. - Taki rodzic ma często problem z tożsamością w rolach. On nie wie, czy ma prawo dalej nazywać się rodzicem. Jest mu wstyd, że to mu się wydarzyło - dodaje psycholożka. - W pierwszych miesiącach wokół jest bardzo dużo ludzi. Ale na tym etapie rodzice są emocjonalnie poodcinani. To normalne, że taki rodzic np. pojawia się w mediach, zaczyna opowiadać o swoim dziecku i nie przeżywa tego tak bardzo - po prostu nie może. On na się trzymać, tak działa mózg. I pojawiają się hejterzy, a rodzice mierzą się z ostracyzmem i tego jest coraz więcej - tłumaczy ekspertka. Spirala się nakręca. - I zaczynają myśleć: może my faktycznie czegoś nie zauważyliśmy, może my rzeczywiście nie byliśmy z nim blisko, co prowadzi do tego, że z czasem stają się niezdolni do działania, nawet jeśli do tej pory się trzymali - dodaje.
Czy łatwo jest dziecku wrócić do domu?
- Im dłużej dziecko jest poza domem, tym powrót jest trudniejszy. Nawet jeśli pierwotnie decyzja o zniknięciu należała do niego, to później okoliczności mogą sprawić, że nie może wrócić - mówi Justyna Żukowska-Gołębiowska. Jak zauważa takie osoby mogą doświadczać kryzysu bezdomności i mogą mieć problem z powrotem do systemu. Bywa też, że są też pod wpływem osób, z którymi aktualnie przebywają. - A ci im opowiadają, że w domu nic dobrego ich już nie spotka, że wszyscy będą mieli pretensje. To też ten młody człowiek sobie zresztą wyobraża - że bliscy będą mieli do niego żal, że obrazili się na zawsze. Pojawiają się pytania: jak ja mam to wytłumaczyć tym wszystkim znajomym, bo przecież też ich zostawiłem, gdy nie chcę o tym rozmawiać. I co ja mam zrobić? Chciałbym wrócić, tak jakby nic się nie stało. A to jest niemożliwe - wyjaśnia ekspertka. - Młody człowiek boi się, że wszyscy będą go pytać, a on nie jest w stanie wyjaśnić swojej motywacji – dodaje psycholożka. - Dlatego tak ważne jest, aby mówić publicznie, że wszystko się poukłada i że powody, dla których ktoś podjął taką decyzję są już nieważne - podkreśla.
Jak zapobiegać zaginięciom?
- Nie wyeliminujemy z życia dziecka wszystkich ryzyk, bo nie jesteśmy w stanie kontrolować każdego środowiska, w którym rozwija się dziecko, ale bądźmy szczerze i żywo zainteresowani tym, co dziecko robi, jak spędza wolny czas. Rozmawiajmy z nim. To nie jest mit, że warto zjeść przynajmniej jeden wspólny posiłek dziennie bez telefonu na stole i włączonego telewizora - mówi Justyna Żukowska-Gołębiowska i dodaje, że czasem dobrze jest się też pokłócić. - Kłótnia to jeden z ważniejszych elementów procesu dorastania dziecka. Ono musi wiedzieć, co wydarza się po niej, że po tych trudnych emocjach rodzic wraca i dalej buduje z nim relację. Dzięki temu dziecko się uczy, że nawet jeśli narozrabia i wpadnie mu do głowy głupi pomysł, to rodzic może być wściekły, ale go nie odrzuci, że nieważne, czego by nie zrobił, to może wrócić do domu, bo tu są ludzie, którzy mu pomogą i wspólnie poradzą sobie z tym problemem - dodaje psycholożka.
Rozmawiała Magdalena Hejna