Przy zaginięciach pierwsze 24 godziny są kluczowe - mówi prof. dr hab. Ewa Gruza

Najliczniejszą grupą wśród zaginionych są osoby młode, między 14 a 17 rokiem życia - wynika z badań. O tym, jakie są najczęstsze przyczyny zaginięć i jak się zachować, gdy z naszym bliskim nie ma kontaktu, a także czy we współczesnym świecie da się po prostu zniknąć - rozmawiamy z prof. dr hab. Ewą Gruzą, prawniczką, kryminalistykiem, ekspertką w dziedzinie badań dokumentów.

Przy zaginięciach pierwsze 24 godziny są kluczowe - mówi prof. dr hab. Ewa Gruza

Prof. dr hab. Ewa Gruza, prawniczka, kryminalistyk, ekspertka w dziedzinie badania dokumentów.

Foto: Leszek Szymański/ PAP

Zdaniem prof. dr hab. Ewy Gruzy najczęstszym powodem zaginięć wśród młodych ludzi jest opuszczenie domu dysfunkcyjnego. - Czasem, jest ono związane z chęcią przeżycia przygody i najwięcej takich zgłoszeń jest w ferie i wakacje - tłumaczy ekspertka. - Te osoby stosunkowo szybko się odnajdują, bo w momencie, gdy kończą się pieniądze i pomysły, jak je zdobyć, zazwyczaj wracają do domów - dodaje.

- Drugą grupą są osoby, co do których w prowadzonym postępowaniu ustala się, że mamy do czynienia nie tyle z zaginięciem, ile wyjściem z domu i popełnieniem samobójstwa - wymienia ekspertka. 

Zdarza się też, że zaginięcie związane jest z zabójstwem lub nieumyślnym spowodowaniem śmierci. - Jest jeszcze kategoria: nieszczęśliwe wypadki, gdzie nie musi być udziału osób trzecich - dodaje prof. dr hab. Ewa Gruza i podaje przykład z praktyki. - Starsza pani całe życie mieszkała w jednym miejscu. Wszyscy w tej miejscowości od zawsze przechodzili na skróty przez bagna i któregoś dnia pani wyszła z domu i zaginęła. Można więc z prawie stuprocentową pewnością założyć, że tym razem nie udało jej się przejść. Natomiast cały czas ma status osoby zaginionej, ponieważ nie jesteśmy w stanie przeszukać terenu i wykazać, że jest ofiarą nieszczęśliwego wypadku - wyjaśnia.

Posłuchaj audycji Trójki:

Nie mamy informacji, która z osób zaginionych okazała się ofiarą przestępstwa, popełniła samobójstwo, czy uległa nieszczęśliwemu wypadkowi. - Do Krajowego Systemu Informacyjnego Policji nie wprowadza się danych o sposobie zakończenia poszukiwań - tłumaczy prof. dr hab. Ewa Gruza. - Bazy danych są ze sobą niepowiązane, czyli należałoby sprawdzić każdą sprawę, w której zaginięcie przerodziło się w postępowanie karne albo postępowanie wyjaśniające - dodaje ekspertka i podkreśla, że aby to zmienić, policja musiałaby zmodyfikować swój system rejestracji.

Znika bliski i co dalej? 

- Należy natychmiast zawiadomić policję - podkreśla prof. dr hab. Ewa Gruza. - Ciągle żyjemy w takim micie, że od zaginięcia osoby, czyli od utraty kontaktu, który budzi w nas uzasadnione obawy, musi minąć jakiś czas - przyznaje i tłumaczy, że to taka sytuacja, w której nasz bliski zachowuje się inaczej niż dotychczas, np. nie odbiera telefonu, chociaż zawsze odbierał i zaczynamy się najzwyczajniej w świecie o niego bać. - Niezwłocznie zgłaszamy to organom policji - zaznacza.  

- Druga rzecz, jest trudniejsza. Nie koloryzujmy rzeczywistości i mówmy prawdę - wymienia prof. dr hab. Ewa Gruza. - Funkcjonariusze podkreślają, że jednym z zasadniczych problemów jest to, że ludzie nie są szczerzy, co do okoliczności związanych z zaginięciem. Ukrywają informacje, które uważają za wstydliwe, takie o których myślą, że policja nie musi o nich wiedzieć - podkreśla.

- Nawet utkałam takie powiedzenie, że jak się analizuje zaginięcia w Polsce, to ma się wrażenie, że giną same anioły. Bo o nikim, kto zaginął, zgłaszający nie mówią źle - wyjaśnia kryminalistyk i dodaje, że to nie chodzi o potocznie rozumiane obgadywanie. - Tylko sytuacje, w których bagatelizuje się czyjeś trudności albo np. pomija to, że ktoś nadużywa alkoholu czy bierze narkotyki. To są rzeczy wstydliwe. A dla policjantów to są istotne dane. Bo jeśli szukamy i wiemy, że taka osoba jest czynnym narkomanem, to wiadomo, że trochę inaczej te poszukiwania będziemy prowadzić - precyzuje ekspertka.

- Często ludzie myślą, że jak powiedzą, że zaginiony nadużywa alkoholu, to go policja nie będzie szukać. No nie. To są ważne dane z punktu widzenia planowania działań - dodaje.

Policja bagatelizuje zgłoszenia o zaginięciach? "Ich błędy mogą mieć katastrofalne skutki"

Te obawy nie są jednak zupełnie pozbawione podstaw. Jak przyznaje prof. dr hab. Ewa Gruza, z badań wynika, że funkcjonariusze dość często bagatelizują zgłoszenia o zaginięciu. - Blisko 20 proc. policjantów na różnym szczeblu oznaczyło w ankiecie, że musi minąć 24 do 48 godzin od zaginięcia, aby można je było zgłosić - mówi ekspertka i podkreśla, że to przecież nieprawda. - To dla mnie bardzo znamienny wynik. Jeżeli policjanci na szczeblu mają taką wiedzę, to nieważne, gdzie pracują, przekazują ją swoim podwładnym. Ich niewiedza ma wtedy szansę rozrastać się w określonych jednostkach policyjnych - zaznacza i dodaje, że problem bagatelizowania zgłoszeń dotyczących zaginięć młodych ludzi jest szczególnie obecny w jednostkach, które nie mają dużej obsady osobowej. - A wróci, a pewnie poszedł gdzieś z kolegami, a może się zabawił, przyjdzie moment, że się sam znajdzie - można usłyszeć od funkcjonariuszy - wymienia ekspertka.

- Błędy policyjne mogą mieć katastrofalne skutki. Mówię tu chociażby o poszukiwaniu kilkunastoletniej dziewczynki, która leżała na parkingu przy sklepie. Już pomijając to, że nikt jej nie pomógł, to ojciec zgłaszający zaginięcie czekał ileś czasu - 2-3 godziny zanim przyjęto zgłoszenie, które następnie zbagatelizowano. A wystarczyło wykonać najprostszą czynność - sprawdzić logowanie telefonu. To się przekazuje do jednostki policji wojewódzkiej. Trwa to naprawdę minuty. Można było to ustalić. Zabrakło jednak empatii i zrozumienia, a efekt okazał się tragiczny - przyznaje prof. dr hab. Ewa Gruza.

- Trudno dziś powiedzieć, czy śmierć dziecka wynikła z wyziębienia i braku natychmiastowej pomocy medycznej, czy nawet mimo tej pomocy tak by się skończyło. To pokazuje jednak, że reakcja organu ścigania, powinna być niezwłoczna, a nie na zasadzie: zbywam, bo to uruchamia całe procedury, a zatem ilość dodatkowych czynności i pracy, którą trzeba przy tym wykonać - dodaje.

Przy zaginięciu czas jest najważniejszy. Kluczowe są pierwsze 24 godziny

W przypadku zaginięć, kluczowe są pierwsze 24 godziny. - Tak wynika z moich doświadczeń i wyników badań - podkreśla prof. dr hab. Ewa Gruza. - To jest czas, w którym, jeśli osoba zaginiona miała przy sobie telefon, to jest jeszcze szansa, że się nie rozładował, że będzie można go zlokalizować. Jeśli ktoś ją widział, to jesteśmy w stanie ustalić świadków, bo potem ludzie zapominają i nie są w stanie jasno określić, czy widzieli tę osobę tego dnia, o tej godzinie czy było to dzień wcześniej czy później. Tak działa pamięć - tłumaczy.

- Przy planowaniu działań związanych z poszukiwaniami osoby zaginionej, policja powinna skupić się na motywie - podkreśla prof. dr hab. Ewa Gruza i tłumaczy, że chodzi o ustalenie, dlaczego osoba, który zaginęła, znalazła się w takiej sytuacji. - Jeśli wiemy, że przeżywała kryzys związany z zakochaniem albo odrzuceniem przez grupę rówieśniczą, to wszystko jest informacja - wyjaśnia ekspertka.

- Weźmy też pod uwagę fakt, że młodzi ludzie, jeżeli wychodzą z domu, aby popełnić samobójstwo, to najczęściej robią to w miejscach, które mają dla nich jakieś znaczenie. Czyli, jeżeli znamy motyw działania takiej osoby, powód, dla którego zdecydowała się na taki krok, to powinniśmy przede wszystkim uzyskać informacje, które miejsca były dla niej ważne i tam w pierwszej kolejności prowadzić poszukiwania - podkreśla. - Jest szansa, że jeżeli podejmiemy je bardzo szybko, to uda się temu zapobiec - dodaje.

- Czym większe rozciągnięcie w czasie, tym większy jest problem. Nawet taka rzecz, jak zabezpieczenie monitoringu. Jeżeli natychmiast zabezpieczymy nagrania, to one będą. Potem ten monitoring się nadpisuje albo jest wykasowywany - tłumaczy ekspertka.

- Kluczowe więc są tak naprawdę te pierwsze godziny, ten pierwszy, góra drugi dzień, kiedy jest szansa na zakończenie akcji poszukiwawczej choćby takim sukcesem, że ustalimy, co się z tą osobą dzieje. Dowody będą znikały wraz z upływem czasu - podkreśla.

Czytaj także:

Czy da się dziś po prostu zniknąć?

Zdaniem prof. dr hab. Ewy Gruzy, owszem. Wśród zaginionych są osoby ukrywające się, czyli takie, które świadomie zerwały kontakt ze swoją przeszłością, rodziną, otoczeniem. - Bardzo często te osoby wcześniej się do tego przygotowują, czyli np. nikt nie wie, że wyrobiły paszport, mają drugie konto, układają sobie życie od początku - tłumaczy ekspertka.

- Jeżeli idzie za tym ogromna determinacja, na przykład połączona z tym, że próbują zmienić swoją tożsamość, wtedy są faktycznie trudne do wykrycia. Jeżeli posługują się tą samą tożsamością, to policja będzie to w stanie ustalić - zawsze człowiek jakieś okruchy swojej bytności zostawia, ale wtedy rodzina osoby zaginionej dowiaduje się tylko tyle, że ta osoba żyje i zastrzegła sobie, że nie chce mieć kontaktu. Policja nie udzieli informacji, gdzie ona przebywa, jakie ma nazwisko i jaki obecnie prowadzi styl życia - wyjaśnia prof. dr hab. Ewa Gruza.

Są też ludzie, którzy żyją poza systemem. - Jak np. osoby w kryzysie bezdomności. Są też takie, które funkcjonują w rejestrach jako osoby zaginione, a np. wyjechały za granicę. Najczęściej są to mężczyźni. Mieli tam pracować, a pieniądze przez nich zarobione miały zasilać budżety rodzinne - opowiada prof. dr hab. Ewa Gruza. - W którymś momencie okazuje się, że wpadają w alkoholizm, narkomanię, stają się bezdomnymi. Zdarza się, że nie chcą utrzymywać kontaktu z rodziną, bo się wstydzą, że żyją na ulicy - dodaje.

- Jeśli ktoś się przygotuje i naprawdę chce zerwać kontakt z rodziną, jest w stanie to zrobić. Ale czasami jest to kwestia przypadku – wyjazd za granicę, alkohol, narkotyki, mieszkanie pod mostem - przyznaje ekspertka.

"Żyjemy w bańkach samotności"

- Czy jesteśmy osobami dorosłymi, czy osobami w podeszłym wieku, czy młodzieżą - wszyscy tak naprawdę żyjemy w bańkach samotności. Na przestrzeni lat obserwuję brak zainteresowania drugim człowiekiem. Każdy koncentruje się na sobie i nie dostrzega tego, co jest dookoła - mówi prof. dr hab. Ewa Gruza i dodaje, że w społeczeństwie pokutuje przekonanie, że zaginięcie, czy stanie się ofiarą przestępstwa, wiąże się z patologią. - Nie, nie wiąże się z patologią. Wiąże się z funkcjonowaniem człowieka w określonym środowisku. A my co robimy? Nie rozmawiamy - podkreśla ekspertka i dodaje, że jeśli nie ma komunikacji, nie ma bliskości, to nie sposób zauważyć, że komuś coś dolega. - To jest kwestia uważności, wsłuchiwania się. Mało kto wie, że popełnienie samobójstwa wiąże się z poszczególnymi etapami aż do podjęcia decyzji - taka osoba staje się nagle uśmiechnięta, planuje coś, a nam się wydaje, że kryzys minął. Nie rozmawiamy o myślach samobójczych, bo uważamy, że to nas nie dotyczy. Czy na pewno? 

Rozmawiała Magdalena Hejna