Napoleon zbrodni wychodzi z cienia. James Moriarty dostanie własny serial
Profesor James Moriarty przez ponad sto lat był tylko cieniem Sherlocka Holmesa - złowrogim, genialnym, nieuchwytnym. I, jak to zwykle bywa, niezwykle atrakcyjnym. Teraz twórcy serialowi postanowili w końcu dać mu głos. I własną historię. Rozpoczęły się prace nad serialem "Moriarty".
Andrew Scott za rolę Jima Moriarty'ego w serialu "Sherlock" dostał nagrodę BAFTA TV
Foto: mat. prasowe
Seriale, filmy, reinterpretacje i inspiracje - detektyw z Baker Street powracał już tyle razy i w tylu wcieleniach, że trudno za wszystkim nadążyć. A tym bardziej wymyślić coś nowego i oryginalnego. A jednak - twórcy z Fremantle i Archery Pictures wpadli na pomysł równie prosty, co genialny i postanowili oddać głos jedynej postaci, która jeszcze go nie miała. A na dodatek, zdaniem samego Holmesa była znacznie ciekawsza od niego samego. I w ten sposób profesor James Moriarty dostanie swój serial.
Napoleon zbrodni uczy, knuje i mataczy
Produkcja nosi roboczy tytuł "Moriarty" i już samo to, co o nim wiadomo, zapowiada projekt nieoczywisty. Profesor - w oryginale Conan Doyle'a matematyk i arcyzłoczyńca w jednej osobie - dostaje tu nowe życie i nowy zawód: owszem, jest profesorem, ale psychologii kryminalnej na Uniwersytecie Durham. W dzień wykłada studentom o mechanizmach zbrodni, w nocy sam ją organizuje, stojąc na czele jednej z najbardziej wyrafinowanych przestępczych sieci na północy Anglii.
Kiedy jednak bezwzględny rywal zaczyna zagrażać jego podziemnemu imperium, Moriarty staje pod ścianą. I decyduje się na krok, który nawet jemu musi wydawać się szalony: zostaje konsultantem policji. Używa prawa jak broni, żeby zniszczyć wroga - dbając zarazem, aby nikt w mundurze nie zorientował się, kim naprawdę jest. Jednak jego partnerką jest detektyw Imogen Burrows, "stoicka policjantka z Yorkshire", która z każdym odcinkiem zadaje coraz bardziej niewygodne pytania…
Brzmi intrygująco, jednak dziwnie znajomo. Bo serial "Hannibal" poświęcony innemu geniuszowi zbrodni, eksploruje podobny pomysł. Ale poczekajmy i dajmy szansę na oryginalne rozwinięcie.
Zrozumieć jak działa geniusz zła
Profesor James Moriarty jako postać pojawia się jedynie w pięciu utworach sir Arthura Conan Doyle’a poświęconych Sherlockowi Holmesowi. A jednak stał się nieodłącznym elementem legendy najsłynniejszego detektywa świata. Do jedynego ich osobistego spotkania dochodzi w opowiadaniu "Ostatnia zagadka" (1893). Ostatecznie spleceni w śmiertelnym uścisku spadają w odmęty szwajcarskiego wodospadu Reichenbach. W powieści "Dolina strachu" (1915) chronologicznie rozgrywającej się jednak wcześniej, "Napoleon zbrodni", jak Sherlock nazywał swego najgroźniejszego przeciwnika, kieruje wszystkim z cienia, nie pojawiając się osobiście. Poza tym Moriarty jest jedynie wspomniany w trzech opowiadaniach.
Prawa autorskie do postaci stworzonych przez sir Arthura Conan Doyle'a wygasły całkowicie 1 stycznia 2023 roku. Od tamtej pory twórcy mają całkowicie wolną rękę - i najwyraźniej nie zamierzają jej marnować. A "Moriarty" wpisuje się w coraz wyraźniejszy trend: opowiadanie historii z perspektywy czarnego charakteru. Nie po to, żeby go usprawiedliwić, ale - żeby zrozumieć. Albo żeby po prostu zobaczyć, jak geniusz (w tym wypadku geniusz zła) działa, gdy nikt nie patrzy.
"Moriarty", czyli geniusz zła w centrum uwagi
Szczegółów produkcyjnych - reżysera, ekipy, daty premiery, platformy dystrybucji - na razie brak. I dziwnym to nie jest. Obsada także nie została jeszcze ogłoszona, ale już teraz jedno pytanie elektryzuje: kto zagra Moriarty'ego?
W poprzednich adaptacjach opowieści o Holmesie Napoleon zbrodni zazwyczaj pojawiał się błyskawicznie - i natychmiast zostawał w pamięci. Jared Harris w filmach Guya Ritchiego zagrał Moriarty'ego jako zimnego jak głaz intelektualistę z pokerową twarzą. Z kolei Andrew Scott w serialu BBC "Sherlock" stworzył postać tak intensywną i nieprzewidywalną, że wielu widzów przyznawało wprost: czekali na jego sceny bardziej, niż na samego Benedicta Cumberbatcha, któremu przecież charyzmy odmówić nie można. Natomiast Natalie Dormer w "Elementary" zmieniła mu płeć i dodała zupełnie odmienne odcienie psychologiczne.
Każda z tych wersji przez chwilę zachwycała, a potem - znikała, bo to była jednak produkcja o Holmesie. Ale tym razem to Moriarty stoi w centrum. I ma być nie tylko antagonistą, ale protagonistą - kimś, z kim widz będzie zmuszony się zidentyfikować, nawet jeśli woli tego nie robić.
Piotr Radecki